 |
Plac Pocztowy |
Kiedy rozpoczęto budować Nową Hutę, a oficjalnie zaczęto kilka metrów stąd (
[0605] ), to tutaj zlokalizowano jej centrum. Tutaj, na dzisiejszym osiedlu Willowym, a natenczas A-1 Północ, zdecydowano o utworzeniu nowohuckiego rynku, który miał być lokalnym centrum kulturowym nowej dzielnicy, a wtedy jeszcze miasta.
W budynku po prawej swoje miejsce znalazł pierwszy w Nowej Hucie dom kultury oraz pierwsza placówka pocztowa, która istnieje po dziś dzień i od której plac zawdzięcza swoją nazwę. Wcześniej, bo gdzieś na początku wieku bieżącego i dość krótko, plac nosił imię Piotra Ożańskiego - budowniczego Nowej Huty, przodownika pracy, fana cegieł i człowieka, którym zainspirował się Andrzej Wajda tworząc postać Mateusza Birkuta, czyli "Człowieka z Marmuru". Dla niektórych radnych było to jednak niczym rzep w majtkach i ostatecznie plac pozostał pocztowym. W zeszłym oku, w ramach obchodów 70-lecia dzielnicy, padła propozycja, by Plac Pocztowy jednak miał swojego patrona, a nawet patronów, bo Budowniczych Nowej Huty. Ostatecznie tej propozycji nie udało się wdrożyć, ale budowniczowie Nowej Huty zostali docenieni i upamiętnieni skwerem znajdującym się między Nowohuckim Centrum Kultury, a osiedlem Centrum E.
Natomiast w budynku po lewej znajdowała się restauracja Gigant. Nazwa nawet adekwatna, bo podobno mogło tam wejść nawet 600 osób. Niestety, mimo splendoru, nowoczesności i wykończeń w środku, nie miała wzięcia i dość szybko zamieniono ją na lokal gastronomiczny o orientalnej nazwie Lotos. Z biegiem lat piękna niegdyś, zdobiona sztukateriami sala, straciła swój urok, a jej przestrzeń zajęły różne pomniejsze biznesy.
Na piętrze jest lepiej, gdyż miejsce zajmuje tam Zbór Zielonoświątkowy w Nowej Hucie, więc coś się dzieje i nie jest pusto. Pusto natomiast jest w piwnicach i tutaj mogę coś dodać od siebie. Otóż pod koniec lat 90' znajdowała się tam kawiarenka internetowa, do której z kolegami chodziliśmy grać w Unreal Tournament (głównie) oraz co tylko się nawinęło. Bywaliśmy tam raz-dwa razy w tygodniu, mimo, że ze swoich osiedli mieliśmy kawałek do przejścia. Ale cóż, to były czasy, kiedy jak już ktoś miał Internet to zazwyczaj przez modem, na którym nie za wiele można było zdziałać, a nawet jak już, to późniejszy rachunek za telefon przypominał numer telefonu. Nie wiem kiedy kawiarenka musiała się zwinąć, ale sądząc po schodach prowadzących do wejścia musiało być to dawno temu.
I straszne wciry dostawałem w tego Unreala. Tyle pamiętam i do dziś gry FPS nie są mi bliskie.